Witaj na nieoficjalnej stronie miejscowości Ludwikowice Kłodzkie

Niemiecka fabryka amunicji

Po I wojnie światowej, w wyniku ograniczeń nałożonych na Niemcy przez traktat wersalski, na terenie tego kraju działały zaledwie trzy fabryki materiałów wybuchowych. W 1934 roku podjęto decyzję o rozbudowie potencjału militarnego (plan o kryptonimie "Wiese"). W tym celu niezbędny stał się rozwój produkcji zbrojeniowej m.in. utworzenie nowych fabryk amunicji. Zaczęto poszukiwać dogodnych miejsc do ich budowy. W połowie 1939 roku do Ludwikowic Kłodzkich (niem. Molke) przybyła specjalna komisja Wehrmachtu. Wchodzący w jej skład inżynierowie, budowniczowie i wojskowi mieli zweryfikować przydatność tych terenów dla przemysłu zbrojeniowego. Położona na uboczu, na dnie górskiej doliny wieś okazała się idealnym miejscem. Dużym atutem była istniejąca tu już rozległa architektura przemysłowa, która pozostała po zamkniętej w tym samym roku kopalni Wenzeslaus (Wacław). Na miejscu funkcjonowała również spora elektrownia o mocy około 10MW, tak więc problem zasilania fabryki był od razu rozwiązany.

Decyzja zapadła szybko i już na początku 1940 roku firmie Dynamit AG zlecono budowę fabryki w Ludwikowicach Kłodzkich. W szybkim tempie powstało około 40 nowych budynków: laboratoria chemiczne, prasownie materiałów wybuchowych, linie do produkcji pocisków oraz na szczycie pobliskiej góry Włodyka żelbetowe schrony pełniące funkcję magazynów dla gotowej amunicji.

Problem siły roboczej dla tak dużej fabryki rozwiązano w typowy dla III Rzeszy sposób, budując w 1941 roku w Ludwikowicach Kłodzkich filię obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Umieszczono tu około 600 Żydówek sprowadzonych z Górnego Śląska i Wrocławia. Obóz nadzorowało SS, a warunki w nim były skrajnie ciężkie. Drugi obóz stworzono dla robotników przymusowych głównie narodowości Czeskiej, Francuskiej i Polskiej - w sumie prawie 1500 osób. Warunki bytowe w nim były zdecydowanie lepsze a rygor lżejszy - Czechów wypuszczano nawet na weekendowe przepustki, by mogli odwiedzić rodziny. Niemniej praca w fabryce była ciężka a osobom, które w oczach przełożonych źle wywiązywały się z obowiązków, groziła wywózka do Auschwitz.

W sumie przy produkcji zatrudnionych było ponad 2000 robotników, którzy miesięcznie wytwarzali kilkaset ton amunicji. W fabryce produkowano głównie amunicję artyleryjską małego kalibru, granaty, pociski do wyrzutni Panzershreck i działek przeciwlotniczych oraz trotylowe kostki saperskie nazywane "mydełkami". Wiemy to, gdyż tego typu "produkty" odkryto tu zaraz po zakończeniu wojny. W magazynach znaleziono również około 50 ton trotylu, 40 ton heksogenu, 100 ton substancji świetlnej do granatów, 70 ton pyłu aluminiowego i setki kilogramów różnych środków chemicznych. Więźniowie wspominają, że przy pracy wykorzystywali wiele różnokolorowych pyłów metalowych i odczynników, które barwiły skórę i sprawiały, że z pracy wracali cali kolorowi.

Produkcję wstrzymano nagle - w styczniu 1945 roku, a część maszyn zdemontowano i wywieziono. Po wkroczeniu na te tereny Rosjan i Polaków opiekę nad fabryką powierzono przedstawicielowi Dynamit AG - Niemcowi o nazwisku Królik, który wraz z niemieckimi strażnikami przez dłuższy czas pilnował jej pozostałości. Wkrótce zarząd nad pofabrycznymi obiektami przejęli Polacy, którzy niejednokrotnie musieli bronić cennych maszyn i materiałów przed zakusami Armii Czerwonej. Ostatecznie cały teren wraz z poniemieckim majątkiem trafił pod zarząd Ministerstwa Górnictwa.

Przez długie lata po wojnie na rozległych leśnych terenach wokół fabryki i góry Włodyka znajdowano olbrzymie ilości amunicji. Jak się okazało, Niemcy pod koniec wojny część produkcji ukryli pod ziemią. W 1995 roku odkryto podziemne składowisko ponad 20 tys. sztuk amunicji! Rejon jest regularnie odwiedzany przez miłośników militariów, którzy przy pomocy wykrywaczy metalu namierzają niebezpieczne "pamiątki". Przez powojenne lata wokół fabryki narosło wiele legend i mitów. Jedna z nich mówi o tym, że obiekty naziemne stanowiły jedynie ułamek faktycznej infrastruktury, a jej większość umieszczona była w zalanych dzisiaj korytarzach pozostałych po działającej tu wcześniej kopalni. Niektórzy idą o krok dalej, wiążąc fabrykę i kopalnię z pobliskimi sztolniami projektu Riese. Niestety żadne twarde dowody nie potwierdzają tych tez.

Żródło:
www.gory-sowie.pl


Wróć do ciekawostek

Posiadamy certyfikat zgodności World Wide Web Consortium Valid HTML 5 oraz Valid CSS 3.